Kolejny dzień spędzam w domu. Na dzisiaj mam jednak dość ambitne plany - zamierzam dobrnąć do końca materiału na sprawdzian z geografii, zrobić porządki w szafie ( czytaj : wyrzucić lub oddać to co zwykle wkładam do niej z powrotem ze słowami : " może to jeszcze kiedyś założę " - czas pozbyć się złudnych nadziei :) ) oraz zrobić listę rzeczy potrzebnych na poświąteczny wyjazd i zastanowić się czego mi jeszcze brakuje... w końcu czasu coraz mniej.
A dzisiejszy dzień, jak prawie wszystkie grudniowe rozpoczęłam o porannych rorat w kościele. To jest swego rodzaju magia i smak dzieciństwa - spacer w mroku, z lampionem w ręku... i chyba już ztego nie wyrosnę ... :) Po powrocie zabrałam się za wybieranie prezentów dla mamy i taty, a następnie po krótkiej drzemce zabrałam się za śniadanie - placki żytnio razowe z amarantusem ( i nie chwaląc się były to placki, które wyszły mi chyba najlepiej w całej mojej "plackowej karierze" )
Przepis :
3/4 szklanki mąki żytniej razowej
po pół łyżeczki proszku do pieczenia i sody oczyszczonej
1/4 szklanki ziaren amarantusa ekspandowanego
ok. 150 ml mleka
jajko
Wszystkie składniki wymieszać mikserem, smażyć na lekko natłuszczonej patelni.
Podałam z cytrusami : pomarańczą i grejpfrutem sweety oraz chudym twarożkiem z miodem i orzechami włoskimi, laskowymi.
Macie może jakiś pomysł co mogę sprawić na Gwiazdkę prawie 16-letniemu bratu ?